02.05 2015

BAJA CARPATHIA Dzień 2 Podsumowanie

Załoga Off-Road Sport ze względu na awarię techniczną stanęła na odcinku specjalnym.

Awaria polegała na rozszczelnieniu układu paliwowego w komorze silnika co doprowadziło do małego pożaru i zatrzymania samochodu. Nadal trwa naprawa w strefie serwisowej. Jest realna szansa, że uda się nam wystartować auto do jutrzejszego dnia.

Fotorelacja dostępna tutaj

Relacja prasowa z dzisiejszego dnia:

Walka na poligonie, na szczęście bez czołgów

W sobotę zawodnicy rywalizujący w Baja Carpathia pokonali dwa trudne odcinki. Jak podkreślała większość załóg trasa – choć miejscami dziurawa – była ciekawa i wymagająca. Nie brakowało piaszczystych fragmentów, były liczne zakręty, lecz także długie proste, pozwalające nacieszyć się rozwijanymi prędkościami. Jak to na rajdach bywa, jednym szczęście dopisywało bardziej, innym – mniej.

Do grupy pechowców bez wątpienia zaliczymy Marcina Łukaszewskiego jadącego z Magdą Duhanik: „fajnie się jechało, niestety udało nam się pokonać tylko 12 km. Od szóstego kilometra spod maski zaczął wydobywać się dym, ale liczyliśmy, że to nic groźnego. Niestety, dym robił się coraz gęstszy, w pewnym momencie straciliśmy prąd, ale jeszcze jechaliśmy dalej. Chwilę później zniknęło wspomaganie kierownicy, bo spalił się pasek klinowy. Zaraz potem silnik przestał pracować. Gdy wyszedłem i otworzyłem maskę pojawił się ogień, który ugasiliśmy piaskiem. Naprawiamy auto, jest szansa, że wystartujemy do jutrzejszego dnia.” Szansa na dobrą lokatę w rajdzie oczywiście przepadła, ale ekipa może jeszcze zdobyć nawet 7 punktów bonusowych za niedzielny etap.

Rajdu do udanych nie zaliczy również Piotr Cierzniewski: „odcinek rozpoczęliśmy dobrze, niestety – zbyt szybko skończyliśmy jazdę. Ukręcił się wałek w skrzyni biegów, co zmusiło nas do zakończenia rywalizacji. Ale następna eliminacja mistrzostw Polski już za nieco ponad miesiąc.” – optymistycznie zakończył zawodnik.

Zarówno do pechowców, jak i szczęśliwców zaliczymy dziś Pawła Molgo: „Bardzo się cieszymy, że jesteśmy na mecie etapu! Dachowaliśmy i już myślałem, że to koniec rajdu. To był mało widoczny prawy nawrót, nieopisany w książce. Dojechaliśmy bardzo szybko, myślałem że wyjeżdżamy na czołgowisku, a zakręt się zacieśnił. Odkręciłem kierownicę i dodałem gazu, ale koleina była zbyt głęboka. Na szczęście zaraz dojechał Czech, który zachował się super – wyciągnął linę i postawił nas na koła. Jakoś dojechaliśmy do mety, nawet z przyzwoitym – trzecim – czasem. Wcześniej rzeczywiście jechaliśmy szybko, coraz lepiej wyczuwam ten samochód. Na drugi odcinek ruszaliśmy z duszą na ramieniu – pokiereszowanym autem z popękaną szybą. Ale ukończyliśmy odcinek też bardzo przyzwoicie, na drugim miejscu. 20 km przed metą musieliśmy mocno odpuścić, bo urwała się półoś, co zapewne było jeszcze efektem dachowania. Jutro walczymy dalej – strata do lidera jest duża, ponad 4 min, ale zostały jeszcze dwa długie odcinki i wszystko może się zdarzyć.” – tłumaczył Paweł, który zakończył dzień na trzecim miejscu, tracąc do lidera – Piotra Białkowskiego – 4 min 54 s. Lider klasyfikacji, Piotr Białkowski, skromnie przyznaje:”udało nam się wygrać obydwa przejazdy. Odcinki były dość męczące, sporo jechaliśmy po dziurach. Trzeba było znaleźć kompromis pomiędzy wysokim tempem i poszanowaniem samochodu, żeby osiągnąć metę. Na dzień jutrzejszy nie ma szczególnych kalkulacji – jedziemy „na maksa”, żeby dowieźć to miejsce do mety.” .

Plan na niedzielę: dwa odcinki specjalne – Bojanów (długość 103,28 km, start pierwszego zawodnika o godz. 8.00) oraz Przyszów (długość 62,83 km, start pierwszego zawodnika o 12.45). Uroczyste zakończenie rajdu jutro, od 16.20 na ul. 1 Sierpnia 26 w Stalowej Woli.