30.08 2016

Baja Poland za nami

Rywalizację w Baja Poland, 7. rundzie Pucharu Świata w cross country, ukończyliśmy ostatecznie na 13. miejscu w klasyfikacji generalnej. To nie był „nasz” rajd.

 

Zmagania na trasach Pucharu Świata rozgrywanego w okolicach Szczecina rozpoczęły się w piątek 9-kilometrowym prologiem, na którym zajęliśmy 9. miejsce.

– Wydaje mi się, że mieliśmy za niski nastaw samochodu, a na trasie było sporo głębokich kolein i zakrętów 90 stopni, więc trochę wieszaliśmy się centralną, dolną płytą i to nas wstrzymywało – podsumował Marcin.

 

Sobotnie dwa oesy o łącznej długości ponad 350 km odbyły się na poligonie w Drawsku Pomorskim. Ten dzień był decydujący. Pęknięty pasek alternatora w naszym BMW sprawił, że straciliśmy kilkadziesiąt minut i spadliśmy na 20. miejsce w klasyfikacji generalnej Baja Poland.

– Po pierwszym sobotnim odcinku mieliśmy słaby, 12. czas, mimo że cisnęliśmy w auto ile się dało. Na serwisie podnieśliśmy trochę zawieszenie, bo samochód miejscami tak dobijał do podłoża, że aż kręgosłup trzeszczał. Drugi odcinek nie był łatwy. Ruszyliśmy z dobrą prędkością i zaczęliśmy łapać fajny luz w jeździe. Niestety na 60. km pękł pasek alternatora, więc straciliśmy wspomaganie. Zaryzykowaliśmy i podjęliśmy decyzję, że jedziemy dalej. Akumulator wytrzymał do 140 km, więc zmieniliśmy pasek, a to kosztowało nas sporo czasu. Udało się odpalić auto i ruszyliśmy dalej. Wyprzedziło nas sporo aut z T2, więc do mety jechaliśmy z ogromnym kurzu, ale dojechaliśmy na metę i zmieściliśmy się w limicie czasowym – mówił Marcin.

 

Ostatni dzień rywalizacji przyniósł nam awans na 13. pozycję w klasyfikacji generalnej rajdu.

– To nie był nasz rajd, ale zdobyliśmy nowe doświadczenia i będziemy wyciągać wnioski. Szkoda tylko, że trasa miejscami była słabo oznakowana, czego po rajdzie rangi Pucharu Świata się nie spodziewałem – zakończył Marcin.

Fot. Łukasz Pączkowski