bajagotica_zrajdu
29.04 2010

Wzięliśmy udział w rajdzie H4 Gothica

W dniach 24-25 kwietnia 2010 roku wzięliśmy udział w rajdzie H4 Gothica, zorganizowanym w Toruniu.  Ze względu na protesty ekologów w ostatniej chwili nazwa jak i konwencja rajdu została zmieniona. Założoną wcześniej trasę zastąpiono 13 km pętlą, biegnącą wokół lotniska.

Rajd miał być dla nas swoistą próbą. Była to bowiem pierwsza nasza impreza o charakterze szybkim a nie przeprawowym. Chcieliśmy się przekonać, czy poradzimy sobie z oponowaniem mocy silnika V8 zainstalowanego w naszym nowym nabytku – Land Roverze . Sprawdzenia wymagała także nasza reakcja na szybką jazdę.

Do Torunia dotarliśmy już w piątek 23 kwietnia 2010 roku. Od razu zarejestrowaliśmy się w bazie. Postanowiliśmy zapisać się do najwyższej klasy, a mianowicie do klasy samochodów T1 i TH. Przynależność do tej klasy były dobrowolna i nasza decyzja wynikała z chęci współzawodnictwa z najlepszymi samochodami, zbudowanymi z myślą o szybkich rajdach terenowych.

Po rejestracji odbyło się badanie techniczne. Sędziowie nie mieli zastrzeżeń ani do samochodu ani do wyposażenia.

Po zakończeniu formalności przywitaliśmy się z załogami, które licznie zaczęły przyjeżdżać do bazy rajdu. Odebraliśmy również od Dominika Samosiuka pompę wspomagania, którą chcieliśmy zainstalować jeszcze przed rajdem.

Następnego dnia tj. 24 kwietnia 2010 od 6 rano nasz serwis instalował pompę. Nasza pobudka nie była tak wczesna, bo musieliśmy zdążyć jedynie na godz. 9 na odprawę. W jej trakcie od organizatorów dowiedzieliśmy się, że o wyniku rywalizacji zdecyduje liczba przejechanych pętli przez 4 godziny oraz w przypadku jednakowej liczby okrążeń o zwycięstwie miał decydować najkrótszy czas najlepszego przejazdu.

Po odprawie pojechaliśmy na zapoznanie się z trasą. Nasz Land Rover wciąż był w rękach serwisu dlatego wzięliśmy nasze „cywilne” Volvo i wraz z innymi uczestnikami rajdu ruszyliśmy kawalkadą na pętlę. Nasze Volvo nie było przygotowane na „atrakcje” na trasie. Dość głęboki piasek zatrzymał nas i uniemożliwił jazdę. Dzięki linie od Pitbula wydostaliśmy się z opresji. Pozostałą część pętli objechaliśmy już omijając najtrudniejsze przeszkody.

Nasze wnioski z objazdu pętli były następujące: trasa jest szybka, na dwóch dość długich prostych nie ma „szykan” i będzie można na tych odcinkach sprawdzić możliwość osiągnięcia maksymalnych prędkości. Podjęliśmy również decyzję, że naszym celem jest najkrótszy czas pokonania pętli a nie przejechanie największej ilości okrążeń. Zdaliśmy sobie bowiem sprawę z tego, że chcemy sprawdzić się w szybkiej jeździe a nasz samochód najprawdopodobniej nie wytrzyma założonego tempa przez 4 godziny.

Chwilę po 14 organizator dał znak do startu równoległego. Naszą ambicją było najszybsze dotarcie do pierwszego zwężenia oznaczonego przez dwie flagi. Ruszyliśmy z wielkim rykiem silnika V8. Do końca dwójki widzieliśmy obok dwa samochody, do końca trójki już tylko jeden po 250 metrach już sami dotarliśmy do flag. Pierwszy wyścig udało się zatem wygrać. Niestety na drugim zakręcie znaleźliśmy się w rowie. Udało się wycofać i wrócić na trasę wciąż na pierwszej pozycji. Ale krótkie spojrzenie za okno wystarczyło, aby stwierdzić, że nasze wypadnięcie z trasy nie było przypadkowe. Lewe koło bezwładnie jechało nie zespolone z samochodem. Kontynuowaliśmy jazdę po trasie, do strefy serwisowej. Niestety dopadła nas kolejna awaria, która wymusiła zatrzymanie na trasie. Zjechaliśmy, żeby nie przeszkadzać innym załogom i otworzyliśmy maskę, z której bardzo się dymiło. Okazało się,  że kostka od przewodów elektrycznych do wiatraków była już historią. Rozdzieliliśmy przewody i zaizolowaliśmy je tak, aby kontynuować jazdę. Postaliśmy chwilę, aby wychłodzić silnik, który przegrzał się bez pracy wiatraków. Po kwadransie wolno ruszyliśmy na trasę w kierunku końca pętli i strefy serwisowej. Udało się tam dotrzeć po 15 minutach.

Nasza ocena była jednoznaczna- wyrwało się z ramy mocowanie pancharda przy lewym kole – spawanie. Przewody od wiatraków wymagały lutowania. Serwis objął także  gotującą się wodę w chłodnicy.  Całkowity czas naprawy- ponad godzina.

Ostatecznie udało się wrócić na pętlę. W trakcie naprawy naszego samochodu trasa  na piaszczystych partiach bardzo się zmieniła i była już powybijana i usłana koleinami. Nasz cel pozostał jednak niezmienny, pomimo cięższych warunków postanowiliśmy nadal jechać szybko.

Dwa kolejne okrążenia pojechaliśmy gładko. Jedno z nich od początku do końca bez zatrzymania – czas tej pętli zmierzony na stoperze to – 11 minut 11 sekund. Podczas trzeciej pętli po serwisie kolejna awaria- silnik znowu przegrzany, gotująca się woda i ślizgające sprzęgło uniemożliwia dalszą jazdę. Kontynuujemy wolno do końca okrążenia i zostajemy na serwisie. Dalsza część wyścigu to kolejne awarie, między innymi blokada hamulców i w konsekwencji zapalenie się klocków. Blokada hamulca ręcznego i wreszcie defekt reduktora. Podczas jazdy dało się odczuć silne wibracje w samochodzie i nie można było rozpiąć napędu na cztery koła. Decyzja w tej sytuacji mogła być tylko jedna – nie kontynuujemy jazdy. Ewentualne zblokowanie reduktora podczas szybkiej jazdy mogłoby bowiem być bardzo groźne.

Ostatecznie pokonaliśmy 7 okrążeń, z czego jedno okazało się być najszybszą pętlą rajdu .Przewaga nad drugą załogą wyniosłą 27,9 sekund.

W niedzielę 25 kwietnia, w drugi dzień rajdu, nie stawiliśmy się  już na start. Awarie z dnia poprzedniego wykluczyły nas z możliwość ścigania i w związku z tym nie zostaliśmy sklasyfikowani w generalce.

Rajd H4 Gothica był ciekawym doświadczeniem. Udało nam się poznać nasz samochód i sprawdzić się w jeździe szybkiej. Wyścig bardzo nam się podobał i chcemy kontynuować rywalizację w kolejnych rajdach o tym charakterze.

Galeria zdjęć już wkrótce.